Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

SPACEPEN 3D PRO czyli ręczna drukarka 3D na zajęciach technicznych - recenzja

11:57:00
SPACEPEN 3D PRO to ręczna drukarka 3D przypominająca duży długopis podłączony do prądu. Magicznie zmienia proste rysunki na papierze w przestrzenne obiekty. Według producenta jest to zabawka przeznaczona dla dzieci powyżej ósmego roku życia, dlatego wykorzystują ją uczniowie od czwartej klasy. Dzieci najczęściej pracują w dwuosobowych grupach i chociaż rysuje raz jeden, raz drugi uczeń, to proszę mi uwierzyć, podczas składania konstrukcji w przestrzeni, dodatkowa para rąk jest bardzo potrzebna. Trzech uczniów to już tłok.
Drukarka po podłączeniu nagrzewa się, w zależności od użytego filamentu (PLA, ABS), do około 210-230 stopni. Nie jest jednak niebezpieczna, ponieważ sama obudowa nie nagrzewa się aż tak bardzo. Gorąca jest jedynie czarna końcówka, lecz nie zdarzyło mi się, aby komuś stała się krzywda. Po osiągnięciu odpowiedniej temperatury w prosty sposób od góry wprowadzamy filament, który zostaje roztopiony i wypływa dołem. Mamy kontrolę nad szybkością wydobywania się filamentu. Po wypłynięciu "na powietrze" masa szybko stygnie i twardnieje. 
Film poniżej przedstawia możliwości drukarki:
Jakie były nasze początki? 
Na pierwszej lekcji nawet włożenie filamentu sprawiało problem. Potem uczniowie pokazywali sobie nawzajem swoje odkrycia "jak to zrobić" oraz techniki rysowania. Po pierwszym zadaniu, które polegało na zbudowaniu Wieży Eiffla dzieci nauczyły się rysować elementy na płaszczyźnie a następnie je składać. Problem sprawiało dosłownie wszystko: dopasowanie do siebie ścian a nawet to, by wieża była prosta. Pierwszy projekt trwał 3 lekcje, dzieci pracowały w trzyosobowych grupach. Była to także świetna okazja do poznana druku 3D, lecz najważniejsze dla mnie to pokazanie im, że nie tylko specjaliści mogą coś sami zaprojektować i stworzyć.
Drugim projektem w klasie szóstej były rowery. Zaskoczyła mnie zmiana podziału ról w grupach. Osoby, które wcześniej ładnie i dokładnie tworzyły elementy nadal je rysowały, pozostali w późniejszym czasie je składali. Pomimo, że nadal korzystali z gotowych szablonów, projekty zostały zmodyfikowane. 

Jak wygląda korzystanie z drukarki w warunkach szkolnych?
  • Podczas prac z drukarką, zajęcia techniczne przenoszę do sali komputerowej, w której zatroszczyłam się o przedłużacze na stołach. Kabelek zasilający drukarkę musi być stale do niej podłączony, a nie jest za bardzo długi. 
  • Wszelkie "wyjścia" filamentem poza kartkę nie niszczą stołów. Filament delikatnie od nich odchodzi, choć nie polecam rysowania gorącym filamentem po biurkach ;) 
  • Uczniowie początkowo korzystali z gotowych szablonów, po opanowaniu rysowania zaczęli tworzyć swoje szkice. Drukują rysując po kartce papieru. 
  • Wydaje mi się, że drukarka nie jest dostosowana do warunków szkolnych, ponieważ podczas częstego używania zaczynamy napotykać pewne problemy. Po półrocznej zabawie co pewien czas muszę rozkręcać drukarki i przeczyścić je. Coraz częściej zdarza się, że długopis nie chce "ciągnąć" filamentu, lub się zacina. W jednej drukarce po ułamaniu się bocznego zatrzasku przy czarnej końcówce filament po prostu ją wypycha i druciki wychodzą na wierzch... 
Pomimo tych paru ALE, które czasami sprawiają, że zabieram sprzęt do domu, moim zdaniem warto mieć je w wyposażeniu pracowni. Mam w głowie wiele pomysłów jak: wprowadzanie brył z pomocą drukarek na matematyce oraz projektowanie rzeczy codziennego użytku. Myślę, że w tej tematyce jeszcze wiele się tutaj pojawi. 

sobota, 9 grudnia 2017

sobota, 14 października 2017

Haft matematyczny

10:40:00
Haft matematyczny jest to technika ozdabiania, szycia na papierze. Wykonane wzory zdobią najczęściej kartki okolicznościowe lub zakładki. W Internecie znajdziesz bardzo wiele ciekawych wzorów, lecz czasami trudno się w tym połapać ;)

Razem z uczniami klasy piątej, na zajęciach technicznych wykonywaliśmy matematyczne rysunki. Potrzebowaliśmy:

  • kartki z bloku technicznego, 
  • nożyczek, 
  • różnych kolorów muliny, 
  • dużej igły,
  • cyrkla
  • oraz taśmy klejącej.  

Pierwszą pracą był dwunastokąt foremny z przekątnymi, który bez trudu zrobiliśmy z pomocą prezentacji pani Joanny Palińskiej.
Oto nasze prace:

czwartek, 2 lutego 2017

Mollie Potrafi - magazyn inspiracji handmade.

06:33:00
- Z czym kojarzy ci się "Życie na gorąco"? - pytam mojego M i nie jest to pytanie podchwytliwe.
- Z gorącym życiem, życiem w gorącu? - odpowiada bez zastanowienia.
Proszę by bardziej się postarał.
- Z gazetą, plotami i programem telewizyjnym?

Nigdy nie interesowały mnie newsy i ploteczki, lecz do refleksji nad polskimi gazetami zmusiła mnie niedawno Aleksandra Klisko w artykule "Jak kobiece magazyny ogłupiają Polki", który serdecznie polecam. Można by rzec, że przypomniała mi o branży prasowej, na którą dawno temu rzuciłam filtr o nazwie: ignoruj. Wprawdzie będąc nastolatką kupiłam kilka numerów Brawo Girl, lecz szybko uznałam to za stratę pieniędzy. Przez długi czas nie znalazłam czasopisma, które zwróciłoby moją uwagę, aż do momentu Mollie Makes.

Mollie Makes - dosłownie oszalałam na jej punkcie!

Jest to anglojęzyczny miesięcznik z wielką porcją inspiracji, w którego zdjęciach szybko się zakochasz. Znajdziesz tu "przepisy" na: szydełkowe etui, dywany, filcowe torebki lub ozdobne torby na zakupy, szydełkowe misie, potworki i lale, wianki, czapki, poduszki, sukienki, rękawiczki, ubranka dla niemowląt i wiele innych. Dodatkowo do czasopisma dokładane są wspaniałe gratisy np. zestaw do zrobienia pluszowych dekoracji, filcowych zwierzątek, szydełko z włóczką czy zestaw guzików. Dzięki takim wyszukanym prezentom, mamy okazję wypróbować nową technikę rękodzielniczą bez wydawania majątku.

Aby nie było tak kolorowo ośmielę się stwierdzić, że Mollie Makes jest w Polsce na tę chwilę wręcz nieosiągalna. Jedyny sklep, w którym udało mi się znaleźć zadowalający wybór Mollie to Craftoholicshop, lecz najnowsza gazeta to numer 68, gdzie za granicami wydano właśnie 76. Z wielką rozpaczą kontaktowałam się ze sklepami internetowymi Kiosk24 czy Empik z pytaniem o dostępność i możliwość zamówienia, z przykrym skutkiem. Czytając fora i grupy facebookowe odniosłam wrażenie, że Polki Mollie Makes lubią, znają i czytają, lecz pewnie w większości mieszkają poza granicami kraju.
Jeśli Cię zainteresowałam zajrzyj na blog Mollie Makes.

Polska Mollie Makes czyli Mollie Potrafi

W 2014 roku doczekaliśmy się pierwszego polskiego numeru Mollie Makes - Mollie Potrafi. Specyficzna okładka, którą zachwyciliby się miłośnicy recyklingu oznacza, że idea oryginalnej wersji z USA została zachowana. Taka tylko trochę cieńsza i bardziej elastyczna. Zawartość wydrukowana jest na cienkich, śliskich kartkach odbiegających od szorstkich, nieco grubszych z oryginału.
Treść często jest żywcem tłumaczona, więc znajdziemy tu takie same genialne projekty jak w Molly Makes. Mam nadzieję, że w przyszłości, przeczytam więcej treści o naszych polskich rękodzielniczkach. Czyżby nie chciały dzielić się swoimi pomysłami? Czyżbyśmy nie mieli takich, które chętnie napisałyby ciekawy artykuł? Poza tym do gazety nie są dodawane żadne gratisy, które wychwalałam w Mollie Makes. Z uwagi na ten fakt, nadal szukam dostępu do anglojęzycznej wersji.

Gdzie kupić naszą Mollie?

Mollie Potrafi kupuję na stronie wydawcy w Ulubionym Kiosku. Wydanie papierowe kosztuje 12zł, elektroniczne 8zł. Przesyłka na terenie Polski jest darmowa. Ponadto, ci, którzy jeszcze nie byli klientami Ulubionego Kiosku mogą skorzystać z 50% rabatu na jedną wybraną gazetę. Wystarczy w podsumowaniu zamówienia zaznaczyć "posiadam kod rabatowy" i wpisać: PUK501994. Nie musi być to Mollie, możesz wybrać "Szydełkowanie dla początkujących", które także polecam.

Korzystając z okazji wspomnę jeszcze o fanpage'u fecebookowym polskiej wersji Mollie, który polubiło już ponad 27 500 osób. To niezły wynik, choć udostępnioną treścią jestem trochę zawiedziona. Za mało inspiracji, za mało postów, brak dyskusji. Taki sobie jest, zaniedbany. Sądzę, że ruch byłby większy, gdyby ktoś odpowiedział dziewczynom, które wrzucają zdjęcia swoich prac w komentarzach. Jest to przecież świetna okazja do rozmowy z czytelnikami. Przecież wśród nich na pewno są takie, o których warto napisać. 

wtorek, 24 stycznia 2017

Oryginalna biżuteria - zawieszka z nakrętek.

05:54:00
W świecie, w którym wszystko można kupić, handmade staje się coraz bardziej popularny. Sama temu trendowi ulegam coraz bardziej. Zagłębiając się w świat szydełkowania, haftowania czy decoupage z uśmiechem na ustach twierdzę, że odkrywam w sobie człowieka sprzed tysięcy lat. Kobietę, która jak sama nie wytworzyła, to nie miała. Dostępność wszystkiego w dzisiejszych czasach zaczyna mnie przytłaczać. Nie dziwię się tym, którzy próbują sami projektować ubrania lub szukają swojego stylu. Od dwóch lat snuję się po sklepach i mam problem z kupieniem czegokolwiek. Zaczynam się zastanawiać czy moda momentami nie żartuje sobie ze mnie stawiając przed pytaniem: ubierzesz się w to, gdy wmówię ci, że to modne? 
W jednej z gazet, o której napiszę następnym razem znalazłam ciekawy projekt zawieszki z nakrętek. Oryginalna, jedyna w swoim rodzaju i co najważniejsze zrobiona samodzielnie. Kotwica, kwiatek, choinka, chmurka? Ogranicza mnie tylko wyobraźnia i to uczucie kocham. 

Potrzebować będziesz: nakrętki (kupiłam 4-milimetrowe na wagę w małym sklepiku ze śrubkami i zapłaciłam 4zł za ponad 200szt.), mulinę, igłę, nożyczki. Do dzieła!

1. Ułóż wymyślony wzór.
2. Nawlecz mulinę na igłę. Na pierwszej nakrętce zawiń nitkę 2 razy i zawiąż supełek. 
3. W następnych nakrętkach przewijaj mulinę 2 razy przez każdy z boków.
4. Kończąc wsuń mulinę pod spód i zawiąż supełek. 

niedziela, 2 października 2016

Historia „Pierwszego Lasu” i cenne wskazówki.

05:38:00
Jak już wspominałam w pierwszym wpisie, w moim małym lasku nie obyło się bez trzęsień ziemi i innych kataklizmów. Zaraz po umieszczeniu roślin na odpowiednich miejscach, niezauważalny tajfun w postaci ręki Karoli dokonał dosłownego wywrócenia świata do góry nogami. Moje godzinne układanie trafił szlak, ale jak to w naturze i życiu bywa, aby wstał dzień najpierw musi przyjść noc. Kamyczki i kawałki drewna same ułożyły się jak im wygodnie. Las przeżył.

Następnego dnia zostawiłam mój las na oknie od strony południowej. Wystarczyła godzina, by temperatura wzrosła a powietrze stało się ciężkie i parne. Wszystkie roślinki szybko skurczyły się przed ostrymi promieniami słońca. Myślałam, że to już koniec. Tyle serca i czasu włożyłam w tą małą żarówkę, a przez nieuwagę i bezmyślność miałam stracić wszystko już następnego dnia. Czemu się dziwię? Przecież te roślinki na wolności rosły sobie spokojnie w cieniu drzewa. Odkręciłam zakrętkę, którą wcześniej zabrałam butelce soku wiśniowego i przewietrzyłam żarówkę. Pomyślałam, że szybka wymiana powietrza zdziała cuda i miałam racje. Teraz wiem, że mój kawałek lasu jest wytrzymały i nie boi się niczego.

Aktualnie las znalazł swoje miejsce na stole, do którego docierają przez firankę resztki południowych promieni słońca. Nadal posiada mało zgrabną zakrętkę od soku, którą w najbliższym czasie chcę zmienić na korek. Nie zdecydowałam się zamknąć go na zawsze. Zauważyłam, że po zakręceniu żarówki, rośliny potrzebują podlewania raz na dwa lub trzy miesiące, co całkowicie mnie satysfakcjonuje. W moim małym mieszkaniu jest zbyt niebezpiecznie. Boję się, że przy nieodpowiednim posunięciu las umrze, a ja nie będę miała do niego dostępu.

Pozbyłam się drewienka, na którym pojawiła się pleśń, suchego liścia i małych szyszek, które zaczęły gnić. Zostały dwa małe kamyczki. Następnym razem pominęłabym te wszystkie drobiazgi. Przecież to nie miało być akwarium z pniem, zamkiem i muszelkami! ;)

Niedawno, jeden gatunek mchów stracił swój zielony kolor i lekko zbrązowiał. Postanowiłam się tym nie przejmować, może nadszedł już czas jego snu. Inna odmiana mchów ładnie rośnie, paproć także daje radę. Jestem bardzo ciekawa, jak zachowa się las z nadejściem zimy.

Wskazówki 

1. Gdybym miała jeszcze raz stworzyć las, na pewno na początku zaczęłabym od mniej skomplikowanego naczynia. Żarówka przysporzyła mi wielu problemów. Po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem odpowiednich narzędzi, by sprawnie zasadzić roślinki. Po drugie ciężko było zaradzić turlaniu. Do tej pory żarówka stoi na szkaradnym stojaczku z drutu, bo nie wymyśliłam jeszcze nic bardziej bezpiecznego ale i ładniejszego.
2. Wybierz odpowiednie rośliny, które lubią czasami być mokre. Takie, które w środowisku naturalnym żyją obok siebie. Swoją drogą... ciekawa jestem czy mały storczyk dałby radę w takich warunkach.
3. Sadź rośliny tak, by nie dotykały ścian. Nie umiem tego wytłumaczyć, lecz wszystkie części paproci, które dotykały szklanej powierzchni uschły. Pozostałe mają się świetnie.
4. Pomiń wszelkie listki i kawałki drzew, które mogą spleśnieć.
5. Szybko po zamknięciu lasu, na ściankach pojawiły się kropelki wody. Zwilżyły delikatnie roślinki i zniknęły. Dzieje się tak od czasu do czasu. Przypuszczam, że temperatura wewnątrz żarówki jest wtedy wyższa. Po paru godzinach wszystko wraca do normy. Jeśli wody byłoby za dużo, tak, że zlewałaby się po ściankach, odkręć naczynie i zostaw otwarte na godzinę.
6. Zauważyłam, że mój las nie lubi parapetów. Woli miejsce na stole, które jest chronione przed słońcem przez firankę. Gdybym miała taką możliwość postawiłabym go od zachodniej lub północnej strony.
7. Nie podlewaj lasu zbyt dużo. On na prawdę nie potrzebuje nadopiekuńczego rodzica. Zdecydowałam się podlać roślinki, gdy ziemia była już całkiem sucha.

Nie zapeszając, las żyje i ma się dobrze. Ścianki są trochę przyprószone ziemią, po licznych katastrofach. Jeśli w żarówce coś się zmieni, na pewno Cię o tym poinformuję i uaktualnię ten wpis.

Galeria pierwszego lasu.

1. Nasze pierwsze wspólne dni - 5 sierpnia 2016r.
2. Pierwszy Las po dwóch miesiącach - 2 października 2016r.


sobota, 6 sierpnia 2016

Mój pierwszy las - mchy i paprocie.

11:34:00
Podjęłam się stworzenia własnego małego "lasu w butelce". Jeśli nie wiesz o co chodzi, zapraszam Cię do przeczytania artykułu "Las w butelce - informacje wstępne". Zaczynamy!

Korzystając z wcześniej znalezionego przepisu przygotowałam coś szklanego - okrągłą żarówkę, węgiel aktywny, który zakupiłam w sklepie zoologicznym po 21zł za kilogram, żwirek, piasek i  narzędzia. Wybrałam się do lasu w poszukiwaniu mchów oraz elementów ozdobnych.

1.  Rozpoczęłam od żarówki, z której pozbyłam się środka za pomocą śrubokręta. 
Należy robić to z wielką ostrożnością, nie jest to łatwe. Skorzystałam nawet w fazie początkowej z małej pomocy męskiej ręki. 
2.  Ostrożnie przepłukałam żarówkę ciepłą wodą i wysuszyłam suszarką, by wykluczyć wszelkie smugi. Uznałam, że prościej będzie wkładać żwirek i piasek do suchej żarówki niż mokrej, do której ścianek wszystko się poprzykleja. 
3.  Na spód wsypałam kamyczki, następnie piasek i węgiel aktywny. Całość przykryłam warstwą ziemi.
4.  Podzieliłam mchy na cienkie paski i za pomocą wykałaczki do szaszłyków umieściłam je w żarówce. Dodałam kamyczki, suchy listek, szyszkę i patyczek. 
5.   Całość podlałam za pomocą rurki do napojów. 

Układanie roślin można zaliczyć do czynności rozluźniających i uspokajających. Poza tym pomimo, że żarówka była mała, narobiła dużo bałaganu ;). Świetnym pomysłem było stworzenie "rączki" z drutów, co ułatwiło pracę. Przydały mi się również drewniane wykałaczki do szaszłyków, pęseta, druciki i rurka do picia napojów. Z ulotek drukowanych na śliskim papierze stworzyłam rulon, przez który wsypywałam żwirek, piasek i pokruszony wcześniej węgiel aktywny. Przecięta wzdłuż wykałaczka świetnie trzymała roślinki. Kiedy brakuje odpowiednich narzędzi, każdy pomysł jest warty wypróbowania. Muszę ostrzec Cię także przed udziałem osób trzecich, czyli tzw. gapiów. Jeden z takich gapiów zaraz po idealnym ułożeniu elementów wewnątrz żarówki i zakończeniu prac "zderzył się" z żarówką, czego wynikiem była żarówka po trzęsieniu ziemi. Wielka szkoda, bo ułożenie dopracowywałam długo, aż nie uznałam za cudowne. 

Nadal zastanawiam się czy cały ten projekt ma szansę przetrwania. Szukając informacji natknęłam się na wiele pytań, które pogłębiły moją niepewność. Chętnie będę obserwowała swój las w szkle.


Do zobaczenia!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Las w szkle - informacje wstępne.

05:06:00
Z pomysłem "zamknięcia" lasu w butelce, po raz pierwszy spotkałam się przeglądając Bezużyteczną. Ujrzałam wtedy zdjęcie przedstawiające botanika Davida Latimera i jego "ogród" założony 1960 roku.
Byłam zafascynowana możliwością trzymania na parapecie kawałka ogródka, nie marząc nawet o lesie. Mała kawalerka, bez balkonu, z oknami na ruchliwą ulicę nie jest szczytem moich marzeń. Postanowiłam znaleźć więcej informacji o inspirującym botaniku i jego odkryciu.
 I tak Pan David pochodzący z Francji w 1960 roku założył swój ogród. Ostatni raz podlewał go podobno w 1972 roku, po czym zamknął butlę na zawsze. Jak to możliwe, że w tak ciężkich warunkach roślinki mają się świetnie po dziś dzień? Przyznam, że poczułam wielką nadzieję dla siebie i moich roślinek, o których notorycznie zapominam. Myślałam, że w moim mieszkaniu mają prawo przetrwać tylko kaktusy. Może jednak istnieje dla mnie wybawienie? Do butli dociera światło, woda krąży w obiegu zamkniętym, podobno składniki mineralne również. Dużo istnieje instrukcji obsługi lasu w butelce. Mam wielką ochotę spróbować.

Dodatkowe informacje.

Potrzebujemy:
  • szklany słój,
  • narzędzia do pracy: patyczki, łyżeczka itp.
  • ziemia, może być kwiatowa,
  • drenaż np. piasek, żwirek,
  • aktywowany węgiel drzewny (można znaleźć w aptece lub zoologicznym),
  • roślinki i inne.

1. Na dno słoika wsypujemy ok. 2 cm piasku.
2. Na piasek sypiemy ok. 1 cm rozdrobnionego węgla drzewnego.
3. Na węgiel wsypujemy 4-5 cm ziemi.
4. Ubijamy delikatnie łyżką całość.5. W ostrożnie zrobione zagłębienia wsadzamy rośliny, starając się, by nie leżały przyklejone do ścianek słoika.
6. Podsypujemy ziemię wokół korzeni i ubijamy ją.
7. Ewentualnie układamy na ziemi nieco mchu.
8. Wlewamy do środka ok. 5-10 ml wody.
9. Słoik zakręcamy szczelnie.

Butelkę stawiamy blisko okna, ale nie bezpośrednio na słońcu. Na ściankach powinna zbierać się wilgoć w postaci drobnych kropelek. Jeśli woda wyraźnie ścieka po ściankach słoika, to jest jej za dużo – w takiej sytuacji słoik odkręcamy na 2 godziny. Jeśli mgiełka zupełnie się nie pojawia – dolewamy 2 ml wody.

Myślę, że już niedługo spróbuję stworzyć swój własny ogród. Mam trochę wątpliwości czy po pewnym czasie wszystko nie zgnije. Przypuszczam, że im większe naczynie, tym prościej osiągnąć efekt, bo ekosystem większy, więc mniej wrażliwy i lepiej sobie poradzi. Widziałam kiedyś akwarium z jedną rybką założone w dużej, okrągłej żarówce starego typu. Skrawek lasu w małej żarówce pewnie wyglądałby magicznie. 
Do zobaczenia!

piątek, 14 sierpnia 2015

D.I.Y.: Mój spersonalizowany organizer Design Your Life.

08:03:00

Niedawno szukałam kalendarza, który spełniłby moje oczekiwania. Pokusiłam się nawet i kupiłam "Terminarz Nauczyciela", po czym wielce się zawiodłam. Przy każdym dniu było aż 15 linijek miejsca na notatki, poza tym nie zachwycał wyglądem. Posiadał natomiast plan zajęć, plan lekcji klasy, oceny uczniów czy dane uczniów (imię, nazwisko, adres zamieszkania, data urodzenia, telefon domowy, inny telefon kontaktowy, imiona rodziców). Pewnie wielu rodziców w tym momencie się przeraziło, nie ukrywam, że ja też, nie wspomnę już o ochronie danych osobowych. Przypuszczam, że nikt takich tabel nie wypełnia, co utwierdziło mnie w fakcie, że tym bardziej powinnam zrobić coś swojego. Po co mam nosić PRAWIE książkę, skoro większość kartek do niczego mi się nie przyda.

Przekopując internet z poszukiwaniu inspiracji wpadłam na ten blog, który oczywiście polecam, ponieważ był moją inspiracją: www.designyourlife.pl. Oszczędził mi sporo czasu na rozmyślaniu jak miałby wyglądać mój organizer marzeń. Ważną informacją jest fakt, że w tym miejscu znajdziesz sklep, gdzie możesz kupić gotowy organizer jeśli drukowanie i samodzielne składanie Cię nie bawi.